Prywatne i publiczne

Publiczne pieniądze mają leczyć pacjentów, nie zasilać marże prywatnych spółek. Program Partii Razem stawia sprawę wprost: prywatne firmy medyczne pasą się kosztem NFZ, a odpowiedzią ma być wzrost nakładów na publiczną ochronę zdrowia i ścisłe rozdzielenie sektora prywatnego od publicznego („Zdrowie ponad zyski", deklaracja programowa 2025). Chodzi o trzy powiązane ruchy: obowiązek wyboru miejsca pracy dla lekarzy publicznej ochrony zdrowia, cofnięcie prywatyzacji tam, gdzie osłabiła dostęp do leczenia, i zmianę sposobu, w jaki NFZ płaci szpitalom — z płacenia od procedury na ryczałt. Zdrowie ma być dobrem wspólnym, z którego korzysta się wedle potrzeby, a nie towarem, którego dostępność zależy od zasobności portfela.

Poniżej rozkładamy ten mechanizm na części: gdzie dokładnie przecieka publiczny pieniądz, dlaczego kolejka w NFZ napędza rynek prywatnych wizyt i co konkretnie proponuje Razem. Każdy wątek prowadzi do osobnego artykułu z danymi i źródłami.

Dlaczego publiczny pieniądz wycieka do prywatnych spółek?

Drenaż rzadko przybiera formę jednego spektakularnego aktu kradzieży. Wycieka powoli, przez konstrukcję systemu, który sam do niego zachęca. Zaczyna się od tego, jak w Polsce wycenia się świadczenia: taryfy ustala Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji na podstawie danych kosztowych od placówek, a system taryfikacji od lat kuleje. Najwyższa Izba Kontroli ustaliła, że plan taryfikacji zrealizowano jedynie w 32,6%, a dla około 1500 świadczeń taryf w ogóle nie opracowano (kontrola za lata 2015–2020).

Kiedy jedne procedury są hojnie wycenione, a inne niedoszacowane, powstaje prosty bodziec: opłaca się robić masowo to, co przynosi zysk, i unikać tego, co przynosi stratę. Prywatny podmiot na kontrakcie z NFZ może wybrać sobie z koszyka świadczeń najbardziej dochodowe, powtarzalne procedury i zostawić publicznym szpitalom przypadki trudne, kosztowne, nierentowne. Publiczny system dostaje cięższą część pracy i mniejszy budżet, a różnicę zbiera prywatny biznes. Płacenie „od procedury" premiuje liczenie punktów zamiast leczenia pacjenta — i to ono otwiera pole do gry systemem, od naginania sprawozdawczości po spijanie śmietanki. Jak wygląda ten mechanizm w praktyce, na przykładzie głośnej sprawy warszawskiego Szpitala Południowego, rozkładamy w tekście Pasą się kosztem NFZ — anatomia patologii.

Do tego dochodzi kwestia nadzoru. Część samorządowych szpitali działa dziś jako spółki prawa handlowego, a fotele w ich radach nadzorczych rozdaje ta sama władza, która powołuje zarząd — nadzorujący i nadzorowani wywodzą się z jednego rozdania politycznego. NIK oceniła nadzór właścicielski nad spółkami komunalnymi jako przeważnie pasywny: część samorządów w ogóle nie ustaliła zasad kontroli swoich spółek. W szpitalu taka bierność kosztuje inaczej niż w wodociągach — oznacza dłuższą kolejkę i pieniądze, których zabrakło na leczenie kogoś innego. Cały ten wątek rozwijamy w artykule Rada nadzorcza szpitala-spółki: nadzór czy synekura z klucza.

Co daje lekarzowi praca po obu stronach kolejki?

Jest specjalność, w której czas oczekiwania na wizytę w publicznym szpitalu liczy się w miesiącach, a u tego samego lekarza w jego prywatnym gabinecie — w dniach. Stoi za tym powtarzalny mechanizm, nie przypadek. Kiedy lekarz pracuje jednocześnie w publicznej ochronie zdrowia i we własnym gabinecie, powstaje pokusa: pacjent, który zapłaci za prywatną konsultację, szybciej trafia na zabieg finansowany przez NFZ. Publiczna kolejka staje się wtedy narzędziem sprzedaży prywatnych usług, a dostęp do leczenia — zależny od zasobności portfela. Program Razem nazywa to nieuczciwą praktyką i odnosi wprost do sytuacji, w których wizyta w prywatnym gabinecie jest de facto warunkiem znalezienia się w kolejce na zabieg w publicznym szpitalu.

Odpowiedzią jest obowiązek wyboru miejsca pracy: lekarz publicznej ochrony zdrowia nie prowadzi równolegle prywatnej praktyki, więc traci interes w tym, by publiczna kolejka była długa. To nie zakaz prywatnej medycyny jako takiej, lecz rozdzielenie ról. Skalę problemu widać w środowisku lekarskim: w badaniu Naczelnej Rady Lekarskiej „PERSPEKTYWA 27" z 2026 roku ponad 71% ankietowanych lekarzy opowiedziało się za oddzieleniem kolejek, grafików i rozliczeń między sektorem publicznym a prywatnym — najostrzej wśród osób decydujących o kolejności przyjęć. Zarazem część środowiska broni się przed całkowitym zakazem łączenia obu sektorów, co pokazuje, jak politycznie trudna jest twarda wersja rozdzielenia. Mechanizm podwójnej kolejki i to, kogo dokładnie dotyczy obowiązek wyboru, rozkładamy w artykule Ten sam lekarz, dwie kolejki: koniec łączenia NFZ z prywatną praktyką.

Dlaczego abonamenty medyczne rosną razem z kolejkami w NFZ?

Prywatny abonament albo ubezpieczenie medyczne to dla milionów Polaków sposób na ominięcie kolejki: zamiast czekać miesiącami na termin w NFZ, płaci się co miesiąc za szybszy dostęp do prywatnej przychodni. Rynek ten rośnie dokładnie w tym tempie, w jakim wydłużają się kolejki w publicznym systemie — im dłużej czeka się na państwowe, tym więcej osób dopłaca za prywatne. Powstaje system dwutorowy, w którym publiczna kolejka pełni funkcję cennika: nie musisz w niej stać, jeśli cię stać.

Zależność „dłuższe kolejki w NFZ → szybszy wzrost prywatnych abonamentów i dopłat" opisujemy jako mechanizm poglądowy; konkretne wielkości rynku prywatnej opieki bywają różnie liczone w zależności od źródła.

Program Razem nie odpowiada na to zakazem prywatnych abonamentów, lecz naprawą samego publicznego systemu, która odbiera tej dwutorowości paliwo. Kiedy publiczna ochrona zdrowia jest realnie finansowana, a kolejki krótkie, znika ekonomiczny sens dopłacania za „przyspieszenie". Stąd nacisk na wzrost nakładów do co najmniej 8% PKB, ogólnokrajowy system rejestracji skracający kolejki, przeniesienie części świadczeń do przychodni podstawowej opieki zdrowotnej i zniesienie limitów procedur. Rozdzielenie sektorów pilnuje przy tym, żeby te dodatkowe pieniądze faktycznie trafiły do pacjenta, a nie przeciekły z powrotem do prywatnej marży.

Na czym polega cofnięcie prywatyzacji ochrony zdrowia?

Publiczna ochrona zdrowia oddaje pole rynkowi kawałek po kawałku: diagnostyka, część procedur, całe segmenty opieki trafiają do prywatnych firm, które finansują się z NFZ i z kieszeni pacjentów naraz. Razem odwraca tę logikę. „Cofnięcie prywatyzacji" nie oznacza likwidacji prywatnej medycyny — oznacza odzyskanie publicznej kontroli tam, gdzie prywatyzacja osłabiła dostęp i drenuje NFZ, oraz ścisłe rozdzielenie obu sektorów, żeby publiczny pieniądz nie zasilał prywatnej marży. Program dokłada do tego gwarancję dostępu do leczenia w każdym powiecie, bo prywatyzacja najmocniej uderza tam, gdzie rynek nie widzi zysku: w mniejszych miastach i na wsi.

Odpowiedź łączy dwa ruchy, z których żaden nie działa bez drugiego. Dosypanie pieniędzy do systemu, który przecieka do prywatnych spółek, zmarnuje część środków; samo rozdzielenie bez wyższych nakładów nie skróci kolejek. Dlatego wzrost finansowania i rozdzielenie sektorów program stawia obok siebie. Pełny wywód, wraz z zastrzeżeniem, czego cofnięcie prywatyzacji nie oznacza, znajdziesz w artykule Zdrowie to nie towar: dlaczego Razem chce cofnąć prywatyzację ochrony zdrowia.

Jak zmienić reguły, żeby zdrowie było dobrem wspólnym, a nie towarem?

Jeśli drenaż bierze się z reguł, to zaostrzanie kontroli niewiele zmieni — trzeba zmienić same reguły. Razem sięga po trzy dźwignie. Pierwsza to obowiązek wyboru miejsca pracy, który likwiduje konflikt interesów u źródła. Druga to ryczałt zamiast płacenia od procedury: zamiast rozliczać placówki z liczby punktowanych świadczeń, program chce finansować je stałą pulą na personel i utrzymanie, dopasowaną do lokalnych potrzeb, przy jednoczesnym zniesieniu limitów. Kiedy szpital dostaje budżet na leczenie ludzi, a nie stawkę za każdą procedurę, znika sens wybierania łatwych, dochodowych przypadków i unikania trudnych; zniesienie limitów pilnuje z kolei, by budżet globalny nie kusił do dławienia liczby zabiegów.

Trzecia dźwignia to pieniądze i forma zatrudnienia. Publiczna ochrona zdrowia ma być finansowana na poziomie co najmniej 8% PKB — z dzisiejszych około 6,3% PKB oznacza to skok rzędu 60 mld zł rocznie.

Kwota ~60 mld zł to szacunek mechaniczny (różnica między ~6,3% a 8% PKB) — dane poglądowe; sposób wyliczenia i sfinansowania rozkładamy osobno.

Podstawą zatrudnienia w publicznej ochronie zdrowia ma być umowa o pracę w konkretnej placówce, z godnymi, regularnie waloryzowanymi pensjami dla pielęgniarek, ratowników, diagnostów i pozostałego personelu — bo drenaż kwitnie tam, gdzie ludzi trzyma się na kontraktach i dyżurach liczonych w dziesiątkach godzin. Jak te ruchy składają się w jeden spójny plan, pokazujemy w tekście Albo publiczne, albo prywatne — jak Razem odcina drenaż z NFZ. Skąd wziąć te pieniądze bez podnoszenia składki od pensji, tłumaczymy od strony podatków w siostrzanym serwisie: Jak progresja podatkowa może sfinansować ochronę zdrowia. O tym, dlaczego umowa o pracę zamiast kontraktów bez końca jest sprawą nie tylko medyków, piszemy w serwisie o prawach pracowniczych: Koniec z plagą śmieciówek.

Co proponuje Razem

  • Obowiązek wyboru miejsca pracy — lekarze w publicznej ochronie zdrowia bez równoległej prywatnej praktyki, co przerywa mechanizm podwójnej kolejki.
  • Ścisłe rozdzielenie sektora prywatnego i publicznego — koniec zasilania prywatnej marży publicznym pieniądzem.
  • Cofnięcie prywatyzacji tam, gdzie osłabiła dostęp, oraz gwarancja leczenia w każdym powiecie.
  • Ryczałtowe finansowanie placówek na personel i utrzymanie, ze zniesieniem limitowania procedur zamiast płacenia od sztuki.
  • Co najmniej 8% PKB na publiczną ochronę zdrowia oraz umowa o pracę jako podstawa zatrudnienia z godnymi, waloryzowanymi pensjami.
  • Skrócenie kolejek przez ogólnokrajowy system rejestracji i przeniesienie części świadczeń do POZ — żeby dwutorowość publiczno-prywatna straciła paliwo.

Wspólny mianownik tych postulatów jest jeden: zdrowie jako dobro wspólne, dostępne wedle potrzeby zdrowotnej, a nie towar sprzedawany temu, kto dopłaci za miejsce w kolejce.

Źródła i dalsza lektura

Najczęstsze pytania

Czy lekarz będzie musiał wybrać: NFZ albo prywatny gabinet?

Tak — lekarzy publicznej ochrony zdrowia ma obowiązywać wybór miejsca pracy, bez równoległej prywatnej praktyki, co ma przerwać mechanizm, w którym wizyta w prywatnym gabinecie „otwiera drzwi” do zabiegu finansowanego przez NFZ (deklaracja programowa 2025).

Jak NFZ ma płacić szpitalom zamiast płacić za pojedynczą procedurę?

Razem chce zastąpić płacenie za pojedynczą procedurę ryczałtowym finansowaniem placówek na personel i utrzymanie, przy jednoczesnym zniesieniu limitów procedur — żeby szpitalowi nie opłacało się wybierać tylko dochodowych przypadków.

Co oznacza postulat Razem dotyczący cofnięcia prywatyzacji ochrony zdrowia?

Program mówi wprost: „Cofniemy prywatyzację oraz zadbamy o dostęp do leczenia w każdym powiecie”, wraz ze ścisłym rozdzieleniem sektora prywatnego i publicznego (deklaracja programowa, „Zdrowie ponad zyski”). W praktyce oznacza to odzyskanie publicznej kontroli tam, gdzie prywatyzacja osłabiła dostęp i drenuje NFZ, a nie zakaz istnienia prywatnej medycyny.

Rada nadzorcza szpitala-spółki: nadzór czy synekura z klucza

Część samorządowych szpitali działa dziś jako spółki prawa handlowego, a każda taka spółka musi mieć radę nadzorczą. Fotele w tych radach rozdaje ten, kto wygrał wybory — i tą samą ręką powołuje zarząd, który rada ma pilnować. Sprawa warszawskiego Szpitala Południowego pokazała, dokąd prowadzi taki nadzór. Razem chce zlikwidować rady nadzorcze w spółkach samorządowych i zastąpić je profesjonalnym nadzorem właścicielskim.

Prywatne i publiczne

Pasą się kosztem NFZ — anatomia patologii

Publiczne pieniądze na leczenie wyciekają nie przez jeden spektakularny akt kradzieży, lecz przez konstrukcję systemu, który do drenażu zachęca. Głośna sprawa warszawskiego Szpitala Południowego pokazuje to jak w soczewce, a dane NIK o wycenach świadczeń tłumaczą, dlaczego takich spraw jest więcej, niż się wydaje.

Prywatne i publiczne