Leki i apteki

Polityka lekowa rozstrzyga się w trzech miejscach naraz: przy kasie w aptece, w łańcuchu dostaw ciągnącym się aż do fabryk w Chinach i Indiach oraz w spocie reklamowym, który suplementowi każe udawać lek. Razem układa te trzy sprawy w jedną odpowiedź. Przy kasie ma obowiązywać maksymalna, symboliczna opłata za realizację recepty zamiast dopłacania od każdego opakowania. W łańcuchu dostaw państwo ma odbudować suwerenność lekową — publiczne fabryki substancji czynnych i leków oraz strategiczne rezerwy — bo dziś około 80% substancji czynnych sprowadzamy z Azji. A w reklamie ma zapaść zakaz promowania suplementów i wyrobów lekopodobnych wraz ze ściślejszą kontrolą tego rynku. Wspólny mianownik jest prosty: o leczeniu decyduje udowodniona skuteczność, a nie zasobność portfela ani budżet reklamowy producenta.

Poniżej rozkładamy te postulaty na cztery pytania — z liczbami, źródłami i odnośnikami do tekstów, które rozwijają każdy z wątków osobno.

Ile naprawdę dopłacamy do leków?

Dla osoby przewlekle chorej leki to comiesięczny rachunek, płacony niezależnie od tego, czy emerytura wystarcza na resztę życia. Polska należy tu do liderów Unii pod względem wydatków „z własnej kieszeni": według profilu zdrowotnego OECD i Komisji Europejskiej aż około 63% prywatnych wydatków na zdrowie idzie u nas na leki, przy średniej unijnej rzędu 36% (dane za 2023 rok). Najmocniej obrywa pacjent wielolekowy — senior albo osoba z kilkoma chorobami przewlekłymi — bo dopłata nalicza się od każdego opakowania z osobna.

Razem chce tę arytmetykę odwrócić. Zamiast sumować dopłaty od czterech, pięciu czy sześciu leków, państwo ma pobierać jedną symboliczną opłatę za realizację całej recepty. Logika stoi nie tylko po stronie sprawiedliwości, ale i rachunku: niewykupiony lek wraca później jako droższe leczenie w szpitalu. Bariera finansowa działa najciszej i najskuteczniej właśnie tam, gdzie o niej najmniej mówimy — emeryt liczący, czy stać go w tym miesiącu na komplet leków, rzadko trafia do statystyki, dopóki jego nadciśnienie albo cukrzyca nie skończą się ostrym epizodem. Mechanizm, konkretne progi odpłatności i to, kto zyska najwięcej, opisujemy w tekście o recepcie za 5 złotych.

Poziom out-of-pocket na leki na tle UE raportują OECD („Health at a Glance") i Eurostat; krajowe wydatki gospodarstw domowych na zdrowie i leki publikuje GUS, a wysokość dopłat do leków refundowanych — NFZ i Ministerstwo Zdrowia. Kwoty miesięcznych dopłat dla konkretnego pacjenta mają charakter poglądowy i zależą od aktualnej listy refundacyjnej.

Dlaczego brak leku w aptece to sprawa bezpieczeństwa państwa?

Dostępność leków wydaje się oczywista dokładnie do momentu, w którym zabraknie jednego składnika na drugim końcu świata. Polska, jak większość Europy, uzależniła się od importu substancji czynnych — surowca, z którego dopiero robi się lek. Zależność od dostaw z Azji sięga według szacunków Krajowych Producentów Leków około 80%, głównie z Chin i Indii, a wartość importowanych farmaceutyków to niemal 70% leków zużywanych przez Polaków. Krajowa produkcja pokrywa jedynie około 30% potrzeb, a spośród 52 substancji czynnych uznanych za kluczowe Polska potrafi dziś wytwarzać 19.

To nie jest wyłącznie problem logistyczny. W warunkach napięć geopolitycznych łańcuch dostaw leków bywa narzędziem nacisku — przez opóźnienia proceduralne, ograniczenia eksportowe czy „problemy jakościowe" pojawiające się w dogodnym dla kogoś momencie. Pandemia była tu przedsmakiem: gdy zamknęły się granice i porty, okazało się, że dostęp do zwykłego antybiotyku czy środka przeciwgorączkowego zależy od fabryki oddalonej o pół globu. Wtedy też posłanki i posłowie Razem mówili z mównicy, że nie ma bezpiecznego społeczeństwa bez bezpieczeństwa lekowego, i domagali się, by Polska zaczęła sama produkować substancje czynne i leki.

Dlatego Razem stawia bezpieczeństwo lekowe obok energetycznego: jako element odporności państwa, którego sam rynek nie zapewni. Prywatny producent kieruje się marżą i lokuje wytwórnię tam, gdzie jest najtaniej — a najtaniej rzadko znaczy najbezpieczniej dla pacjenta w polskiej aptece. Odpowiedzią jest polityka przemysłowa: odbudowa krajowych zdolności wytwórczych, publiczne fabryki substancji czynnych i leków oraz zapasy, które przetrwają zerwany łańcuch dostaw. Program lokuje ten postulat nie w rozdziale o zdrowiu, lecz wśród zadań obronnych państwa — obok odbudowy rezerw strategicznych — co samo w sobie mówi, jak poważnie partia traktuje ryzyko. Skalę uzależnienia i to, dlaczego lek warto traktować jak surowiec strategiczny, rozwijamy w tekście o suwerenności lekowej.

Koncentracja produkcji substancji czynnych w Azji (Chiny odpowiadały w 2019 roku za ponad 40% globalnego wolumenu) oznacza, że nawet krótkie zakłócenie dostaw może szybko przełożyć się na braki krytycznych leków w polskich aptekach — dane ilustrują skalę ryzyka, nie prognozę.

Kto pilnuje, żeby suplement nie udawał leku?

W świetle prawa suplement diety jest żywnością, a nie lekiem — choć z większości reklam pacjent wynosi wrażenie dokładnie odwrotne. Rynek suplementów w Polsce przekroczył w 2024 roku około 7,1 miliarda złotych, a po tego typu preparaty sięga blisko 75% Polaków. Kłopot nie tkwi w samym istnieniu suplementów, lecz w tym, że reklama sugeruje im działanie lecznicze: aktor w kitlu i słowo „na odporność" budują obraz leku, którym suplement z definicji nie jest, bo nie przechodzi badań wymaganych od leków.

Razem chce ten rynek uporządkować — poddać ściślejszej kontroli suplementy, wyroby lekopodobne i leki, zwłaszcza te dostępne bez recepty, oraz zakazać reklam suplementów i wyrobów lekopodobnych. Chodzi o oddzielenie marketingu od faktów: pacjent ma dostawać rzetelną informację o produkcie, a nie obietnicę zdrowia opakowaną w chwyt reklamowy. Ryzyko nie kończy się na przepłaceniu za bezużyteczną kapsułkę — bywa, że reklama odciąga chorego od terapii o udowodnionej skuteczności ku preparatowi, który jej nie ma, albo każe łączyć suplement z lekiem bez wiedzy o interakcjach. Ten postulat nie jest w programie odosobniony — partia od dawna domaga się wykazu branż z całkowitym zakazem reklamy, wymieniając w nim wprost leki, suplementy i wyroby medyczne, oraz zakazu zatrudniania aktorów do odgrywania roli lekarzy w spotach. Argumentację i przykłady zebraliśmy w tekście o kontroli suplementów i zakazie ich reklam.

Suplement diety podlega prawu żywnościowemu, a nie farmaceutycznemu — nie musi udowadniać skuteczności ani bezpieczeństwa tak jak lek. Dlatego kontrola jakości i ograniczenie reklamy wprowadzającej w błąd jest kwestią bezpieczeństwa pacjenta, nie tylko porządku na rynku.

Czyja jest apteka — pacjenta czy sieci?

Apteka to nie sklep jak każdy inny. Ustawowym obowiązkiem aptek jest dostarczanie dostępnych na rynku leków, a nie rozstrzyganie, czy pacjentka lub pacjent ma prawo je zażyć — na tej zasadzie Razem sprzeciwia się odmowom sprzedaży, na przykład antykoncepcji, uzasadnianym tak zwaną klauzulą sumienia. Farmaceuta ma być profesjonalistą medycyny opartej na badaniach, a nie strażnikiem cudzej moralności ani ekspozycji sprzedażowej.

Z tego samego przekonania wyrasta pomysł, by lepiej wykorzystać potencjał personelu aptek. Program zapowiada poszerzenie kompetencji i zadań farmaceutów — obok pielęgniarek, diagnostów, ratowników i fizjoterapeutów — czyli rozwój realnej opieki farmaceutycznej zamiast sprowadzania apteki do roli kasy fiskalnej. Że to kierunek, a nie ozdobnik, widać w programie polityki lekowej: partia chce włączyć w zadania aptek profilaktykę i refundowane leki tam, gdzie dziś pacjent zderza się z barierą dostępu. „Apteka dla pacjenta, nie dla sieci" jest w tym sensie redakcyjnym skrótem tej linii — twardym zapisem w programie jest natomiast rozdzielenie sektora publicznego i prywatnego w ochronie zdrowia oraz obowiązujący już zakaz reklamy aptek, do którego Razem chce dołożyć zakaz reklamy w przychodniach i szpitalach.

Co proponuje Razem

Postulaty poniżej pochodzą z deklaracji programowej. Sprawy ceny i kontroli rynku znajdziesz w rozdziale „Zdrowie ponad zyski"; konkrety o fabrykach i rezerwach — w rozdziale „Odporne społeczeństwo, bezpieczna Polska", gdzie bezpieczeństwo lekowe traktowane jest jak element obronności państwa.

  • „Recepta za 5 złotych" — odpłatność za leki zastąpiona symboliczną opłatą za realizację recepty, zamiast naliczania od każdego opakowania.
  • Suwerenność lekowa — budowa publicznych fabryk farmaceutyków i substancji czynnych, rozwój krajowej produkcji leków oraz strategiczne rezerwy leków, żeby dostępność terapii nie zależała od pojedynczych dostawców z Azji.
  • Ściślejsza kontrola rynku suplementów diety, wyrobów lekopodobnych i leków, zwłaszcza dostępnych bez recepty.
  • Zakaz reklam suplementów diety i wyrobów lekopodobnych, które sugerują działanie lecznicze.
  • Silniejsza rola farmaceuty — poszerzenie kompetencji i zadań personelu aptek w ramach opieki farmaceutycznej oraz medycyna oparta na dowodach zamiast klauzuli sumienia przy okienku.
  • Rozdział sektora publicznego i prywatnego w ochronie zdrowia jako rama całej polityki lekowej.

Bezpieczeństwo lekowe łączy się z szerszym pytaniem o to, jak państwo buduje własne zdolności przemysłowe i technologiczne — rozwija je siostrzany serwis Razem dla nauki. Program gwarantuje przy tym finansowanie publicznej ochrony zdrowia na poziomie co najmniej 8% PKB; w naszej sieci pokazujemy, że da się to udźwignąć w oparciu o sprawiedliwy, progresywny system podatkowy — Progresja podatkowa, która finansuje zdrowie.

Źródła i dalsza lektura

Najczęstsze pytania

Na czym polega postulat recepty za 5 złotych?

Chodzi o maksymalną, symboliczną opłatę za realizację całej recepty zamiast dopłacania od każdego opakowania z osobna — stąd nazwa „recepta za 5 złotych”.

Czy Polska ma produkować własne leki?

Tak — program zapowiada odbudowę krajowych zdolności wytwórczych: publiczne fabryki substancji czynnych i leków oraz strategiczne rezerwy. Polska sprowadza z Azji ok. 80% substancji czynnych (szacunek Krajowych Producentów Leków, za TVN24), a krajowa produkcja pokrywa jedynie ok. 30% potrzeb (dane INNOWO za Polityką Zdrowotną).

Czy reklamy suplementów diety mają zostać zakazane?

Razem chce wprowadzić zakaz reklam suplementów diety i wyrobów lekopodobnych oraz poddać ten rynek ściślejszej kontroli — zwłaszcza produktów dostępnych bez recepty (deklaracja programowa, „Zdrowie ponad zyski”, pkt 18). Uzasadnienie: suplement jest w świetle prawa żywnością, a nie lekiem, i nie musi udowadniać skuteczności.