Kolejki i dostęp do lekarza

Dostęp do leczenia jest dziś główną obawą Polek i Polaków — wskazuje na nią niemal co druga osoba (47,5% w sondażu IBRiS/United Surveys, grudzień 2025). Za tym niepokojem stoi jedno codzienne doświadczenie: czekanie. Miesiące do specjalisty, kilkadziesiąt kilometrów do najbliższej porodówki, telefon do prywatnego gabinetu, gdy w publicznym systemie termin wypada za pół roku. Odpowiedź Razem nie jest jednym chwytem, lecz zestawem powiązanych rozwiązań: ogólnokrajowym systemem rejestracji, gwarancją opieki w każdym powiecie i gminie, ratowaniem szpitali powiatowych i realną egzekucją praw pacjenta. Wspólny mianownik jest prosty — o kolejności ma decydować stan zdrowia, a nie zasobność portfela ani kod pocztowy. Poniżej rozkładamy każdy z tych wątków, a przy każdym linkujemy do artykułu, który rozwija go z danymi i źródłami.

Dlaczego kolejka stała się obawą numer jeden?

Kiedy zapytać pacjentów, co w polskiej ochronie zdrowia dolega im najbardziej, kolejki i czas oczekiwania lądują tuż za złym zarządzaniem. W badaniu SW Research dla Rynku Zdrowia (marzec 2026) na złe zarządzanie wskazywało 25,2% badanych, a na kolejki i czas oczekiwania — 21,6%. Te dwie liczby są zresztą powiązane z trzecią: prywatnymi wydatkami. Gdy w systemie publicznym czeka się miesiącami, ludzie dopłacają, żeby zostać przyjętym wcześniej — i tak kolejka, zamiast być kosztem wspólnego systemu, staje się mechanizmem spychającym pacjentów do płatnych gabinetów.

Problem nie sprowadza się więc do jednej wady organizacyjnej. Kolejka to punkt, w którym zbiegają się wszystkie napięcia systemu: rozproszona rejestracja, w której nie widać najkrótszego realnego terminu; łączenie ról przez lekarzy przyjmujących równolegle na NFZ i prywatnie; wreszcie strukturalne niedofinansowanie. Jak ten splot rozplątać po stronie organizacji zapisów, opisujemy w tekście o skróceniu kolejek dzięki krajowemu systemowi rejestracji.

Skąd się właściwie biorą kolejki?

Wbrew potocznemu wyobrażeniu kolejka rzadko bierze się z lenistwa personelu. Bierze się z konstrukcji systemu. Pierwszy element to brak jednego miejsca, w którym pacjent zobaczyłby najkrótszy dostępny termin w całym kraju — dziś każda placówka prowadzi własną, rozproszoną listę, a chory obdzwania kolejne rejestracje na oślep. Drugi to łączenie pracy w publicznej ochronie zdrowia z prywatną praktyką: bywa, że ta sama osoba przyjmuje rano na NFZ, po południu prywatnie, a wizyta w gabinecie „otwiera drzwi” do zabiegu w publicznym szpitalu. Program Razem nazywa to wprost — w rozdziale „Zdrowie ponad zyski” mowa o skończeniu z nieuczciwymi praktykami lekarzy, dla których prywatna wizyta jest warunkiem znalezienia miejsca w publicznej kolejce.

Trzeci element to pieniądze. Publiczna ochrona zdrowia w Polsce należy do najgorzej finansowanych w Unii Europejskiej, dlatego kotwicą całego programu zdrowotnego Razem jest nakład na poziomie co najmniej 8% PKB. Bez tego każda reforma organizacyjna prędzej czy później uderza w ścianę niedofinansowania.

Czy dostęp do leczenia może zależeć od kodu pocztowego?

W dużym mieście pacjent wybiera przychodnię. W wielu powiatach nie wybiera nic — bierze to, co jeszcze nie zostało zamknięte. Skalę tego zjawiska w opiece okołoporodowej policzyła Najwyższa Izba Kontroli: w latach 2022–2024 zamknięto 26 oddziałów ginekologiczno-położniczych, a w samym 2025 r. kolejne 27, tak że od 2026 r. porodówek brakuje już w 136 powiatach. Podobnie kurczy się dostęp do dentysty: w ramach NFZ przyjmowało zaledwie 36,6% stomatologów w 2021 r. i 34,6% w 2022 r., a liczba gmin bez ani jednego gabinetu z kontraktem urosła do 233, czyli 9,4% wszystkich, na początku 2023 r.

Za każdą z tych map stoi ta sama logika finansowania. Porodówka w małym powiecie przyjmuje kilkaset porodów rocznie — przy płaceniu za pojedynczą procedurę zawsze wyjdzie „nierentowna”. Gabinet stomatologiczny porówna stawkę NFZ z cennikiem prywatnym w mieście i wybierze miasto. Pojedyncza placówka zachowuje się racjonalnie, a system jako całość osierocił jedną trzecią kraju. Skutki nie rozkładają się przy tym równo: zamożniejszy pacjent z własnym samochodem dojedzie do miasta powiatowego i dopłaci prywatnie, uboższy — często bez auta — czeka, aż ząb przestanie się nadawać do leczenia, a ciąża powikłana zostaje z drogą liczoną w dziesiątkach kilometrów i akcją porodową liczoną w minutach.

Odpowiedzią Razem jest twarda gwarancja siatki bezpieczeństwa — opieka okołoporodowa w każdym powiecie, pielęgniarska i stomatologiczna w każdej gminie — którą rozwijamy w tekście o zdrowiu, które nie może zależeć od kodu pocztowego. Do tego dochodzi powrót opieki pielęgniarskiej i stomatologicznej do szkół, z których polska medycyna szkolna wycofała się pod koniec lat 90. i nigdy nie zbudowała w zamian spójnego systemu profilaktyki dziecięcej.

Co się dzieje ze szpitalami powiatowymi?

Szpital powiatowy to często jedyna placówka, do której z małej miejscowości można dojechać na czas przy zawale, wypadku czy porodzie. I właśnie te szpitale są dziś w najgorszej kondycji finansowej: zadłużone, z niezapłaconymi nadwykonaniami, zmuszane do zamykania oddziałów. Mechanizm jest wszędzie ten sam — kiedy wycena świadczeń nie pokrywa kosztów, a NFZ nie płaci za nadwykonania, dyrektor zaczyna ciąć: najpierw porodówka, potem interna czy chirurgia. Dla mieszkańca powiatu za słowem „restrukturyzacja” kryje się kilkadziesiąt kilometrów dalej do najbliższego oddziału. Na dramatyczną sytuację niemal 50 zagrożonych placówek alarmowały w maju 2026 r. przewodnicząca Koła Poselskiego Razem Marcelina Zawisza i współprzewodnicząca partii Aleksandra Owca, domagając się pilnej nowelizacji budżetu ochrony zdrowia.

Dla Razem ratowanie tych szpitali jest przede wszystkim kwestią dostępu do leczenia, a nie bilansu księgowego. Rozwiązaniem strukturalnym jest odejście od płacenia za procedurę na rzecz finansowania ryczałtowego na personel i bieżące utrzymanie, zgodnego z lokalnymi potrzebami — wtedy mały oddział przestaje być „stratą” w arkuszu, a staje się infrastrukturą bezpieczeństwa, jak straż pożarna, której nikt nie rozlicza z liczby ugaszonych pożarów. Dlaczego powiatowych placówek nie wolno wygaszać po cichu, tłumaczymy w tekście o szpitalach powiatowych na krawędzi.

Kto naprawdę ma prawo wejść bez kolejki?

Kolejka jest znośna tylko wtedy, gdy obowiązuje wszystkich. Traci sens w chwili, gdy ktoś może ją ominąć telefonem — wtedy każda godzina czekania pozostałych zmienia się z kosztu wspólnego systemu w karę za brak właściwych znajomości. Pokazały to wiosną 2026 r. doniesienia o pozakolejkowych przyjęciach polityków na SOR warszawskiego Szpitala Południowego. Rzecz w tym, że kolejność świadczeń jest w Polsce ściśle uregulowana: ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej nakazuje prowadzić listy oczekujących według zgłoszeń i kryteriów medycznych, a art. 47c zawiera zamknięty katalog osób uprawnionych do świadczeń poza kolejnością — kobiety w ciąży, osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności, kombatanci, zasłużeni dawcy. Polityka w tym katalogu nie ma. Jak nierówność w kolejce narusza wprost prawa pozostałych pacjentów, opisujemy w tekście o równych i równiejszych w kolejce do lekarza.

Od apeli o przyzwoitość skuteczniejsze są instytucje, które utrudniają nadużycia. Prawa pacjenta — do informacji, prywatności, godnego traktowania — są w Polsce zapisane w ustawie, ale sam zapis niczego nie gwarantuje, jeśli nikt go nie egzekwuje. Dlatego Razem chce dofinansować i uzbroić w szerokie kompetencje kontrolne Rzecznika Praw Pacjenta, a do tego wprowadzić standardy postępowania chroniące zwłaszcza osoby najbardziej narażone na dyskryminację. Rozwijamy to w tekście o prawach pacjenta, które są zapisane, lecz nieegzekwowane.

A co z kolejką do psychiatry i psychologa?

Najbardziej dramatyczny wymiar kolejki dotyczy zdrowia psychicznego, bo tu zwłoka liczy się w latach. W kontroli psychiatrii dziecięcej NIK stwierdziła, że maksymalny czas oczekiwania na świadczenia sięgał od 568 do 731 dni — dwa lata na pomoc dla dziecka w kryzysie. Tam, gdzie publiczny system nie domaga, wyrósł rynek prywatny, w którym terapia w zalecanym rytmie raz w tygodniu potrafi kosztować tyle co drugi czynsz. System działa więc na dwóch prędkościach: zamożniejszy pacjent dostaje pomoc od ręki, uboższy czeka, a nieleczony kryzys tymczasem narasta — depresja się pogłębia, lęk odbiera pracę i relacje, aż kończy się tam, gdzie jest najdrożej i najbardziej dramatycznie, na izbie przyjęć szpitala psychiatrycznego. Kierunek naprawy jest znany od lat: psychiatria środowiskowa, czyli pomoc blisko domu zamiast wielkich zakładów, z Centrum Zdrowia Psychicznego i ośrodkiem interwencji kryzysowej docelowo w każdym powiecie. Jak przywrócić dostęp do psychiatry i psychologa bez kolejki i bez karty kredytowej, rozkładamy w tekście o zdrowiu psychicznym bez kolejki i bez karty kredytowej.

Co proponuje Razem

Cofniemy prywatyzację oraz zadbamy o dostęp do leczenia w każdym powiecie. Każdy powiat obejmiemy opieką okołoporodową, a każdą gminę — opieką pielęgniarską i stomatologiczną.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Zdrowie ponad zyski”, partiarazem.pl
  • Ogólnokrajowy system rejestracji — jedno, jawne miejsce pokazujące najkrótsze realne terminy, z natury trudniejsze do ominięcia niż rozproszone grafiki i uznaniowe decyzje.
  • Obowiązek wyboru miejsca pracy i rozdział sektorów — lekarze w publicznej ochronie zdrowia bez równoległej prywatnej praktyki, żeby prywatna wizyta przestała „otwierać drzwi” do publicznego zabiegu.
  • Opieka okołoporodowa w każdym powiecie, pielęgniarska i stomatologiczna w każdej gminie — minimalna siatka bezpieczeństwa, poniżej której dostęp spaść nie może; oraz powrót opieki pielęgniarskiej i stomatologicznej do szkół.
  • Ratowanie szpitali powiatowych — koniec limitowania procedur i finansowanie ryczałtowe na personel i utrzymanie, dzięki którym mały oddział przestaje być skazany na likwidację.
  • Silny Rzecznik Praw Pacjenta — realne kompetencje kontrolne i finansowanie zamiast instytucji-fasady, plus standardy chroniące osoby najbardziej narażone na dyskryminację.
  • Fundament całości: publiczna ochrona zdrowia finansowana na poziomie co najmniej 8% PKB — bez tego żadna z powyższych gwarancji nie utrzyma się w praktyce.

Źródła i dalsza lektura

Najczęstsze pytania

Co Razem proponuje, żeby skrócić kolejki do lekarzy i specjalistów?

Razem chce ogólnokrajowego systemu rejestracji pokazującego najkrótszy realny termin w całym kraju, obowiązku wyboru miejsca pracy dla lekarzy (bez łączenia etatu w NFZ z prywatną praktyką) i finansowania publicznej ochrony zdrowia na poziomie co najmniej 8% PKB (deklaracja programowa 2025).

Czy w każdym powiecie ma być porodówka, a w każdej gminie dentysta?

Tak — program przewiduje gwarancję opieki okołoporodowej w każdym powiecie oraz opieki pielęgniarskiej i stomatologicznej w każdej gminie, wraz z powrotem tych usług do szkół.

Jak skrócić kolejki do psychiatry i psychologa?

Psychiatrią środowiskową blisko domu — docelowo Centrum Zdrowia Psychicznego i ośrodkiem interwencji kryzysowej w każdym powiecie — zamiast leczenia dopiero na etapie kryzysu wymagającego hospitalizacji (Karta zdrowia psychicznego Razem, 2026; deklaracja programowa zapowiada rozwój sieci OIK i opieki środowiskowej).

Zdrowie psychiczne bez kolejki i bez karty kredytowej

Publiczna psychiatria i psychoterapia są tak niedostępne, że pomoc psychologiczna stała się w Polsce dobrem luksusowym — kto ma pieniądze, płaci prywatnie, kto nie ma, czeka. Razem chce publicznej opieki psychiatrycznej i psychologicznej dostępnej bez kolejki i bez karty kredytowej.

Kolejki i dostęp

Równi i równiejsi w kolejce do lekarza

Kolejka do lekarza jest znośna tylko wtedy, gdy obowiązuje wszystkich. Doniesienia o pozakolejkowych przyjęciach polityków na SOR warszawskiego Szpitala Południowego pokazują, co się dzieje, gdy o kolejności zaczyna decydować pozycja, a nie stan zdrowia — i dlaczego to sprawa praw pacjenta, nie tylko obyczajów.

Kolejki i dostęp