Kadry medyczne

Najlepiej finansowany system nie wyleczy nikogo bez ludzi, którzy w nim pracują. Kolejki, zamykane oddziały i przeciążone dyżury mają wspólne źródło, o którym mówi się rzadziej niż o pieniądzach na sprzęt: brakuje rąk, a te, które zostały, są coraz starsze. Na tysiąc mieszkańców przypada w Polsce około 5,9 pielęgniarki, przy średniej OECD 9,2, a średnia wieku pielęgniarek sięga około 55 lat i wciąż rośnie.

Razem odpowiada na to czterema powiązanymi postulatami z rozdziału „Zdrowie ponad zyski”: godne, regularnie waloryzowane pensje dla całego personelu medycznego, a nie tylko lekarzy; umowa o pracę jako podstawowa forma zatrudnienia w publicznej ochronie zdrowia, zamiast wypychania ludzi na kontrakty i samozatrudnienie; poszerzenie kompetencji zawodów medycznych, żeby przestać marnować kwalifikacje, które już mamy; i odwrócenie emigracji oraz starzenia się kadr, zanim luka pokoleniowa domknie się przy łóżkach pacjentów. Wspólny mianownik jest prosty: leczą ludzie, więc od warunków ich pracy zależy dostęp pacjenta do opieki. Poniżej rozkładamy każdą z tych spraw na czynniki — z liczbami i odnośnikami do źródeł.

Ilu nas właściwie leczy — i w jakim wieku?

Zacznijmy od skali niedoboru, bo to od niej zależy wszystko dalej. Na tysiąc mieszkańców przypada w Polsce około 5,9 pielęgniarki wobec 9,2 średnio w OECD — mniej w Unii mają już tylko Łotwa, Bułgaria i Grecja. Sam wskaźnik zatrudnienia to jednak dopiero połowa problemu, bo kadra się starzeje. Średnia wieku polskich pielęgniarek to około 55 lat, a napływ młodych nie nadąża za odejściami na emeryturę.

Wskaźniki zatrudnienia (5,9 vs 9,2 na 1000) pochodzą z zestawień OECD i mogą się nieznacznie różnić w zależności od rocznika i metody liczenia — inny wynik daje kadra zarejestrowana, inny faktycznie pracująca w zawodzie. Kierunek pozostaje jednoznaczny: Polska jest w ogonie OECD, a personel się starzeje. Dane traktujemy jako poglądowe co do dokładnej wartości, nie co do wymowy.

Do samego niedoboru dochodzi rozjazd demografii. Między 2010 a 2023 rokiem liczba pielęgniarek wzrosła o 12%, a liczba seniorów, których trzeba leczyć, aż o 47%. Populacja pacjentów wymagających intensywnej opieki rośnie czterokrotnie szybciej niż kadra, która ma ją zapewnić. Diagnoza Razem nie jest przy tym nowa — partia stawiała ją już w 2015 roku, popierając protest pielęgniarek i położnych w akcji „Ostatni dyżur”: system „kierujący się logiką zysku oszczędza przede wszystkim na najsłabszych, ale niezbędnych jego uczestniczkach”, ostrzegając, że „za politykę zaciskania pasa w służbie zdrowia zapłacimy wszyscy” (stanowisko Rady Krajowej, 2015). Od tamtej pory średnia wieku podniosła się z 48 do 55 lat, więc ostrzeżenie okazało się trafne.

Dlaczego pensje personelu to sprawa dostępu do leczenia, a nie koszt do zbicia?

Młody człowiek nie wybiera zawodu, w którym czeka go przeciążenie i niepewne wynagrodzenie, a wykształcony wyjeżdża tam, gdzie zapłacą mu lepiej. Godna, regularnie waloryzowana pensja jest najprostszym narzędziem, żeby zatrzymać kadry i przyciągnąć nowe — bez tego żadna reforma organizacyjna nie zadziała, bo nie będzie miał jej kto wykonać. Dla Razem wynagrodzenia personelu są warunkiem dostępu pacjenta do leczenia, pozycją, której ścinanie odbija się wprost na tym, czy w ogóle jest komu leczyć.

Uwaga „całego personelu” nie jest ozdobnikiem. Debata publiczna skupia się na płacach lekarzy, tymczasem to pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni i fizjoterapeuci najczęściej krążą między placówkami, żeby dorobić do godnej stawki, i to oni najszybciej znikają z zawodu. Waloryzacja pensji musi obejmować wszystkich, bo system stoi na całym zespole, a nie na jednej grupie zawodowej. Jak niedobór kadr i płace splatają się z dostępem do leczenia, rozwijamy w tekście o wynagrodzeniach personelu medycznego. Godnych pensji nie da się przy tym wypłacić z powietrza — Razem wiąże je z docelowym poziomem nakładów co najmniej 8% PKB na publiczną ochronę zdrowia.

Dlaczego umowa o pracę, a nie kontrakt?

Ochrona zdrowia stała się jednym z sektorów, w których śmieciówka i kontrakt uchodzą za normę, choć praca ma charakter etatowy. Lekarze, pielęgniarki i ratownicy przechodzą między placówkami na umowach cywilnoprawnych albo własnej działalności, biorąc na siebie ryzyko, które powinno leżeć po stronie pracodawcy: brak płatnego urlopu, brak ochrony przy chorobie, pełną odpowiedzialność za składki. Dla systemu to również strata, bo personel rozproszony po godzinach w wielu miejscach nie buduje ciągłości opieki, a dyżury łatane zleceniami sprzyjają przemęczeniu i błędom.

Razem chce przywrócić w publicznej ochronie zdrowia zasadę oczywistą w innych sektorach: etatowa praca wiąże się z umową o pracę w konkretnej placówce. Postulat mówi o formie podstawowej, a nie jedynej dopuszczalnej — odwraca dzisiejszą proporcję, w której cywilnoprawny kontrakt bywa regułą, a etat wyjątkiem.

Związek między formą zatrudnienia a wysokością pensji jest ściślejszy, niż się wydaje. Wyższa stawka kontraktowa bywa argumentem za samozatrudnieniem, ale kryje w sobie koszty przerzucone na personel: nieopłacony urlop, ryzyko choroby i przestoju, samodzielne odprowadzanie składek. Godna, waloryzowana pensja na etacie odbiera kontraktowi ten pozorny sens i pozwala wiązać ludzi z jednym zespołem, zamiast rozliczać ich godzinami rozsianymi po kilku placówkach. To ta sama linia, o którą partia upomina się dla całego rynku pracy, o czym pisze siostrzany serwis Razem dla pracy. Mechanizm, koszty i skutki takiej zmiany dla ciągłości opieki rozkładamy w tekście o formie zatrudnienia w ochronie zdrowia.

Co pielęgniarka, farmaceuta czy diagnosta mogą zdjąć z lekarza?

Część czynności trafia dziś do lekarza tylko dlatego, że nikt inny nie ma prawa ich wykonać — choć ma wiedzę i umiejętności. Efektem są dłuższe kolejki i przeciążeni lekarze robiący rzeczy, które mogłaby zrobić pielęgniarka, farmaceuta czy diagnosta. Pielęgniarki, ratownicy, fizjoterapeuci, diagności laboratoryjni i farmaceuci mają kwalifikacje, których system nie wykorzystuje. Opieka farmaceutyczna w aptece zdejmuje z lekarza część kontroli i porad; pielęgniarka może samodzielnie prowadzić część świadczeń; diagnosta czy fizjoterapeuta przejmuje zadania, które dziś sztucznie zależą od podpisu lekarza.

Poszerzenie uprawnień tam, gdzie pozwalają na to kompetencje, jest jednym z niewielu sposobów na skrócenie kolejek bez czekania, aż wykształci się nowe pokolenie lekarzy. Nie chodzi o zastępowanie lekarzy ani obniżanie standardów, tylko o dopasowanie uprawnień do rzeczywistych kwalifikacji poszczególnych zawodów — tak jak działa to w systemach o krótszych kolejkach. Deklaracja programowa wymienia tu wprost pielęgniarki, diagnostów laboratoryjnych, ratowników, fizjoterapeutów i farmaceutów, a także zapowiada rzetelne uregulowanie zadań psychologów, psychoterapeutów oraz pracowników niemedycznych: sekretarek medycznych, sanitariuszy i salowych. Który zawód co konkretnie mógłby przejąć, pokazujemy w tekście o poszerzeniu kompetencji zawodów medycznych.

Czy da się zatrzymać emigrację i starzenie się kadr?

Same podwyżki i etaty nie wystarczą, jeśli strumień nowych ludzi wchodzących do zawodu pozostanie zbyt wąski. Dlatego postulaty kadrowe Razem domyka zapowiedź sukcesywnego zwiększania liczby miejsc na studiach i specjalizacjach z zakresu ochrony zdrowia, z limitami dostosowanymi do realnych potrzeb i przy zachowaniu wysokich standardów kształcenia. Kształcenie większej liczby profesjonalistów daje efekt dopiero po latach, więc równolegle trzeba zatrzymać tych, którzy już pracują — poprawą płac i warunków, które dziś wypychają ich za granicę.

Trzy poprzednie postulaty spinają się tu w jedną politykę. Godna pensja zmniejsza pokusę wyjazdu, umowa o pracę daje bezpieczeństwo, a poszerzone kompetencje sprawiają, że praca przestaje być samym gaszeniem pożarów. Bez tego luka pokoleniowa, którą widać w danych o 12-procentowym wzroście liczby pielęgniarek wobec 47-procentowego przyrostu populacji seniorów, będzie się tylko pogłębiać.

Warto pamiętać, że emigracja kadr medycznych to strata policzalna w pieniądzu i w latach. Państwo pokrywa koszt wykształcenia pielęgniarki, ratownika czy lekarza, po czym oddaje gotowego profesjonalistę systemowi ochrony zdrowia innego kraju, który nie zapłacił za jego naukę. Zatrzymanie tych ludzi w kraju jest więc również decyzją gospodarczą, a nie tylko kadrową — najtańszy pracownik to ten, którego nie trzeba kształcić od nowa, bo poprzedni wyjechał. Postulaty z rozdziału „Zdrowie ponad zyski” traktują tę zależność serio: poprawa warunków pracy i finansowanie na poziomie co najmniej 8% PKB mają zatrzymać odpływ, zanim pochłonie kolejny rocznik absolwentów.

Co proponuje Razem

Podstawową formą zatrudnienia w publicznej ochronie zdrowia będzie umowa o pracę w konkretnej placówce medycznej. Zapewnimy godne, regularnie waloryzowane pensje dla pielęgniarek, położnych, ratowników medycznych, fizjoterapeutów oraz innych osób zatrudnionych w ochronie zdrowia. Skończymy z marnowaniem potencjału profesjonalistów ochrony zdrowia — poszerzymy kompetencje i zadania pielęgniarek, diagnostów laboratoryjnych, ratowników, fizjoterapeutów, farmaceutów.— Deklaracja programowa Razem — „Zdrowie ponad zyski”, partiarazem.pl
  • Godne, regularnie waloryzowane pensje dla całego personelu medycznego, a nie tylko lekarzy — rozwinięcie w tekście o wynagrodzeniach personelu.
  • Umowa o pracę jako podstawowa forma zatrudnienia w publicznej ochronie zdrowia, zamiast wymuszonego kontraktu i samozatrudnienia — rozwinięcie w tekście o formie zatrudnienia.
  • Poszerzenie kompetencji pielęgniarek, farmaceutów, diagnostów, ratowników i fizjoterapeutów, żeby przestać marnować ich kwalifikacje — rozwinięcie w tekście o kompetencjach zawodów medycznych.
  • Więcej miejsc na studiach i specjalizacjach oraz odwrócenie emigracji przez realną poprawę warunków — żeby luka pokoleniowa przestała się pogłębiać.

Cztery postulaty działają tylko razem. Podwyżka bez etatu nie da bezpieczeństwa, etat bez poszerzonych kompetencji nie skróci kolejek, a nowe miejsca na studiach nie pomogą, jeśli absolwenci wyjadą za granicę zaraz po dyplomie. Wszystkie łączy wspólne założenie z deklaracji programowej: zdrowie stoi po stronie ludzi, którzy leczą, a nie po stronie oszczędności robionych ich kosztem.

Źródła i dalsza lektura