Finansowanie ochrony zdrowia

Polska ochrona zdrowia należy do najgorzej finansowanych w Unii Europejskiej: publiczne nakłady sięgają dziś około 6,3% PKB, a Narodowy Fundusz Zdrowia co roku staje przed dziurą w budżecie. Razem chce podnieść ten poziom do co najmniej 8% PKB — mniej więcej 60 miliardów złotych rocznie więcej — i sfinansować różnicę z budżetu państwa zasilanego progresywnymi podatkami, a nie z podwyżki składki od pensji. Sedno reformy nie brzmi „ile", tylko „kto się składa": przesunięcie ciężaru z pracy na kapitał i najwyższe dochody pozwala domknąć lukę bez dokładania większości Polek i Polaków.

Poniżej rozkładamy tę odpowiedź na części — punkt wyjścia, mechanizm regresywnej składki, źródło pieniędzy, zmianę modelu finansowania i to, na co te środki mają pójść — z liczbami i odnośnikami do źródeł.

Ile Polska wydaje dziś na zdrowie i ile brakuje do 8% PKB?

Publiczne nakłady rzędu około 6,3% PKB plasują Polskę wśród najniżej finansowanych systemów w Unii, podczas gdy w wielu państwach zachodnich to 9–11% PKB. Różnica między obecnym poziomem a celem 8% PKB to rząd około 60 miliardów złotych rocznie — pieniądze, które przekładają się na długość kolejek, dostępność specjalistów i przetrwanie porodówek oraz szpitali powiatowych. Ile dokładnie znaczy ta kotwica i skąd się bierze, rozpisujemy w tekście 8% PKB — ile to naprawdę jest i skąd wziąć te pieniądze.

Poziom 6,3% PKB i dystans do 8% to wielkości poglądowe oparte na danych OECD i porównaniach unijnych; „~60 mld zł" to szacunek mechaniczny różnicy między obecnymi nakładami a celem. Sam cel 8% PKB jest postulatem programowym Razem, nie stanem obecnym.

Problem ma charakter strukturalny, a nie jednorazowy. Kiedy nakłady nie nadążają za rosnącymi kosztami leczenia, starzeniem się społeczeństwa i cenami leków, w budżecie NFZ co roku pojawia się luka, którą rząd zasypuje doraźnie — przesunięciem, jednorazową dopłatą, obietnicą na przyszły rok. Dlaczego takie łatanie uśmierza objawy, zamiast ruszać przyczynę, pokazujemy w artykule Dziura w NFZ: dlaczego pieniędzy na leczenie brakuje co roku.

Dlaczego składka zdrowotna jest niesprawiedliwa?

Rachunek za dzisiejszy system płaci przede wszystkim praca. Składka zdrowotna nazywa się ubezpieczeniem, ale zachowuje się jak podatek celowy od dochodu — świadczenia w NFZ masz identyczne niezależnie od tego, ile wpłacasz, a o wysokości „składki" decyduje ustawa, nie umowa. Pokazał to Polski Ład, który ustawą z 29 października 2021 r. (Dz.U. 2021 poz. 2105) z dnia na dzień przepisał zasady jej naliczania dla całych grup podatników.

Ten podatek został przy tym skonstruowany na opak — jego skala jest odwrócona. Pielęgniarka na etacie oddaje 9% podstawy wymiaru, przedsiębiorca na podatku liniowym 4,9% dochodu, ryczałtowiec z najwyższego progu płaci kwotę stałą, więc efektywnie około 1,7% przy wysokim przychodzie, a dochód z dywidend, najmu prywatnego czy zysków kapitałowych — 0%. Im dochód pochodzi z „lepszego" źródła, tym stawka niższa, aż do zera. Całą drabinkę i jej konsekwencje rozkładamy w tekście Składka zdrowotna działa jak podatek — regresywny.

Ok. 1,7% to szacunek poglądowy: składka ryczałtowa jest kwotowa, więc jej efektywna stawka maleje z każdą dodatkową złotówką przychodu. Kwotowy przykład etatowca (9% liczone od podstawy po odjęciu składek społecznych) też ma charakter poglądowy.

Regresywność ma skutek praktyczny: system, w którym głównym płatnikiem jest praca najemna, zbiera mniej, niż mógłby, i zbiera niesprawiedliwie. Dziurę tworzą właśnie te dochody, które ze składki wyjęto.

Czy trzeba podnieść składkę, żeby mieć więcej pieniędzy na zdrowie?

Tu leży pozorna sprzeczność. 85,4% Polaków uważa, że ochrona zdrowia wymaga gruntownych zmian, a jednocześnie 55,8% sprzeciwia się podwyższeniu składki. Razem godzi jedno z drugim, przestając traktować składkę jako jedyne źródło. Zamiast dokładać kolejną daninę od pensji, brakujące pieniądze mają płynąć z budżetu państwa — a więc od wszystkich dochodów wedle zdolności płatniczej, nie tylko od etatu. Podnoszenie składki dołożyłoby kasjerce i nauczycielowi, a rentiera utrzymującego się z dywidend w ogóle by nie dotknęło. Jak spiąć wyższe nakłady bez podwyżki obciążeń dla większości, tłumaczymy w tekście Finansowanie zdrowia bez podnoszenia składki.

Warto być uczciwym co do drogi dojścia. Razem w stanowisku Rady Krajowej z 2021 r. popiera podnoszenie efektywnej składki jako narzędzie przejściowe — bo błędem założycielskim było ustawienie jej zbyt nisko — oraz ujednolicenie zasad jej ustalania między formami działalności. Docelowo partia chce jednak modelu budżetowego, w którym zdrowie opłacają podatki ogólne płacone od każdego dochodu.

Skąd budżet weźmie te 60 miliardów?

„Finansowanie z budżetu" nie jest magiczną skarbonką, tylko decyzją, kto się składa. Przestrzeń fiskalna istnieje: Polska zbiera w podatkach i składkach około 37,3% PKB przy średniej UE ok. 40,4%, a dociągnięcie publicznych nakładów z 6,3% do 8% PKB to rząd 60 mld zł rocznie — część tej przestrzeni, nie fantazja. Źródłem ma być realna progresja podatkowa: sprawiedliwsze rozłożenie danin na cały dochód narodowy, z ciężarem przesuniętym z pensji na kapitał i najwyższe dochody.

Kluczowa jest tu obserwacja o bazie. Składka od pensji z definicji omija dochody, które ze składki wyjęto — kapitał, najem prywatny, zyski z dywidend. Dopóki pozostaje głównym źródłem finansowania zdrowia, każda podwyżka pogłębia niesprawiedliwość, zamiast ją korygować. Budżet zasilany progresją obejmuje te dochody, których składka dosięgnąć nie potrafi, więc do tej samej kwoty dochodzi się niższym obciążeniem większości. Mechanizm po stronie podatkowej — dlaczego składka karze pracę, a progresja domyka lukę, której składka nie domknie nigdy — rozpisuje siostrzany serwis o gospodarce: jak progresja podatkowa może sfinansować ochronę zdrowia.

Liczby makro (% PKB, dystans do średniej UE, ~60 mld zł do 8% PKB) pochodzą z OECD i Eurostatu. Kwota „ok. 60 mld zł" to szacunek mechaniczny — realny wynik zależy od reakcji podatników, dlatego reformie musi towarzyszyć uszczelnienie i poszerzenie bazy podatkowej.

Co zmienia przejście z modelu składkowego na budżetowy?

Prawdziwy wybór dotyczy modelu finansowania. Polska deklaruje model Bismarcka — składkę od pracy — którego mechaniki tak naprawdę nie ma, bo składka funkcjonuje jak podatek. Razem opowiada się za modelem Beveridge’a, czyli finansowaniem z podatków ogólnych, i to z praktycznych powodów: budżet obejmuje wszystkie dochody, upraszcza obieg pieniądza (znika osobny pobór przez ZUS i NFZ), a przy dostatecznym poziomie nakładów zdejmuje presję prywatyzacyjną. Historię obu tradycji i argumenty za zmianą rozkładamy w tekście Od Bismarcka do Beveridge'a.

Sam model nie przesądza jednak o jakości leczenia — przesądza poziom i organizacja finansowania. Niemcy na składce wydają rzędu 11% PKB i mają krótkie kolejki; brytyjski NHS, choć budżetowy, z kolejkami się zmaga. Wniosek jest ostrożny: budżet daje powszechność dostępu opłaconą z podatków, ale kolejki skraca dopiero stabilny, wyższy i przewidywalny strumień pieniędzy, który pozwala odejść od limitów i zatrzymać wypychanie pacjentów do sektora prywatnego. Budżet jest drogą do tego celu, nie jego gwarancją.

Przewidywalność ma tu wartość samą w sobie. Przy corocznym alarmie budżetowym nie da się planować zatrudnienia, inwestycji ani kontraktów ze szpitalami; ustawowy próg nakładów, którego nie da się po cichu obciąć w trudniejszym roku, zdejmuje z systemu tę niepewność.

Na co pójdą te pieniądze?

Wyższe nakłady mają konkretne przeznaczenie. Program spina finansowanie z rozdzieleniem sektorów: lekarze w publicznej ochronie zdrowia bez równoległej prywatnej praktyki, ryczałt zamiast płacenia za pojedynczą procedurę i cofnięcie prywatyzacji — mechanizm opisujemy w tekście Albo publiczne, albo prywatne. Stabilny budżet finansuje też ogólnokrajowy system rejestracji, który ma skrócić czas oczekiwania i ułatwić znalezienie najkrótszego terminu — rozwijamy to w artykule Jak skrócić kolejki do lekarza.

Pieniądze są też warunkiem dostępności tam, gdzie dziś decyduje zasobność portfela. Publiczna opieka psychiatryczna i psychologiczna — dziś tak niedostępna, że pomoc stała się dobrem luksusowym — wymaga stabilnych etatów zamiast pilotażu, o czym piszemy w tekście Zdrowie psychiczne bez kolejki i bez karty kredytowej. Podobnie działa zasada „recepta za 5 złotych", która ma zdjąć z przewlekle chorych i seniorów rachunek naliczany od każdego opakowania — opisujemy ją w artykule Recepta za 5 złotych.

Co proponuje Razem

Cel programowy jest zapisany wprost:

Publiczna ochrona zdrowia będzie finansowana na poziomie co najmniej 8% PKB.— Deklaracja programowa Razem — „Zdrowie ponad zyski”, partiarazem.pl
  • Co najmniej 8% PKB na publiczną ochronę zdrowia — twardy, policzalny cel zamiast corocznego łatania NFZ.
  • Finansowanie z budżetu państwa zamiast podnoszenia składki obciążającej pracę.
  • Realna progresja podatkowa jako źródło — ciężar przesunięty z pensji na kapitał i najwyższe dochody.
  • Ujednolicenie zasad składki jako narzędzie przejściowe, docelowo model budżetowy oparty na podatkach ogólnych.
  • Zniesienie limitów i ryczałtowe finansowanie placówek, tak aby wyższe nakłady realnie skracały kolejki.

Skąd budżet weźmie te środki od strony podatkowej, pokazuje siostrzany serwis o gospodarce: jak progresja podatkowa może sfinansować ochronę zdrowia.

Źródła i dalsza lektura

Najczęstsze pytania

Ile Razem chce przeznaczać na ochronę zdrowia jako procent PKB?

Razem chce podnieść publiczne nakłady na zdrowie do co najmniej 8% PKB (deklaracja programowa, „Zdrowie ponad zyski”) — z obecnych ok. 6,3% PKB (OECD, Health at a Glance 2025) to skok szacowany mechanicznie na ok. 60 mld zł rocznie (wielkość poglądowa).

Skąd Razem chce wziąć pieniądze na wyższe nakłady na zdrowie, jeśli nie z podwyżki składki?

Brakujące środki mają płynąć z budżetu państwa zasilanego progresywnymi podatkami, czyli z ciężaru przesuniętego z pensji na kapitał i najwyższe dochody, bez podnoszenia składki zdrowotnej od pracy. Zastrzeżenie co do drogi dojścia: w stanowisku Rady Krajowej z 2021 r. Razem popiera podnoszenie efektywnej składki i ujednolicenie zasad jej ustalania jako narzędzie przejściowe.

Dlaczego Razem uważa dzisiejszą składkę zdrowotną za niesprawiedliwą?

Bo jej skala jest odwrócona: etatowiec oddaje 9% podstawy wymiaru, przedsiębiorca na liniowym 4,9%, ryczałtowiec z najwyższego progu ok. 1,7% (efektywnie, szacunek poglądowy), a dochody z dywidend czy najmu prywatnego — 0% (biznes.gov.pl).