Rada nadzorcza szpitala-spółki: nadzór czy synekura z klucza

Część samorządowych szpitali działa dziś jako spółki prawa handlowego, a każda taka spółka musi mieć radę nadzorczą. Fotele w tych radach rozdaje ten, kto wygrał wybory — i tą samą ręką powołuje zarząd, który rada ma pilnować. Sprawa warszawskiego Szpitala Południowego pokazała, dokąd prowadzi taki nadzór. Razem chce zlikwidować rady nadzorcze w spółkach samorządowych i zastąpić je profesjonalnym nadzorem właścicielskim.

Pusta sala posiedzeń z rzędami krzeseł zwróconych ku podium — miejsce, w którym zbierają się organy spółki

Publiczny szpital coraz częściej nie jest już zakładem budżetowym z dyrektorem, którego można wprost rozliczyć, lecz spółką prawa handlowego z zarządem i radą nadzorczą. Zmiana wygląda na techniczną, a przenosi decyzje o publicznych pieniądzach na leczenie do świata kodeksu spółek — świata, w którym fotele w radach rozdaje się według reguł znanych z komunalnych wodociągów i miejskich ciepłowni. Ten, kto wygrał wybory, powołuje zarząd spółki, a zarazem powołuje radę, która ma ten zarząd nadzorować — nadzorujący i nadzorowani wywodzą się więc z tego samego rozdania, a koszt tej zależności ponosi pacjent, który stoi w kolejce do świadczenia opłacanego z jego własnych składek.

Szpital w formie spółki — i obowiązkowa rada

Możliwość prowadzenia szpitala jako spółki kapitałowej otworzyła ustawa o działalności leczniczej z 15 kwietnia 2011 r.: podmiotem leczniczym może być spółka z ograniczoną odpowiedzialnością albo akcyjna, a samorząd bywa jej jedynym albo większościowym właścicielem. Od tego momentu część szpitali powiatowych i miejskich prowadzą właśnie spółki — z całym aparatem zarządu i rady, jaki kodeks przewiduje dla przedsiębiorstwa.

Gdy właścicielem spółki jest samorząd, rada nadzorcza przestaje być opcją i staje się obowiązkiem — wymaga jej art. 10a ustawy o gospodarce komunalnej. Każda taka rada to co najmniej trzy fotele (minimalny skład rady nadzorczej w spółce z o.o. wynika z art. 215 Kodeksu spółek handlowych), a członków powołuje zgromadzenie wspólników, czyli w praktyce prezydent miasta, burmistrz albo zarząd powiatu. Wynagrodzenie za zasiadanie ustala ustawa kominowa z 2016 r.: od 0,5 do 2,75-krotności podstawy wymiaru, co przy zwaloryzowanej na 2026 r. podstawie 4535,89 zł (przeciętne wynagrodzenie z IV kw. 2016 r. podniesione o budżetowy wskaźnik 103%) daje od ok. 2,3 tys. do ponad 12 tys. zł miesięcznie — za udział w posiedzeniach zwoływanych zwykle raz na miesiąc. Szpital-spółka podlega tym samym regułom co spółka wodociągowa — od konstrukcji rady, przez wysokość mnożników wynagrodzeń, po to, że fotele obsadza ta sama władza.

Szpital Południowy — kiedy nadzór okazuje się fikcją

Do czego prowadzi taki układ, pokazała głośna sprawa warszawskiego Szpitala Południowego, prowadzonego przez miejską spółkę. Wiosną 2026 roku kolejne redakcje opisały pozakolejkowe przyjęcia na tamtejszym oddziale ratunkowym i wątpliwe rozliczenia dyżurów; sprawą zajęły się prokuratura i NFZ. Mechanizm i stan tego postępowania rozłożyliśmy osobno — tu ważny jest jeden wątek: gdy afera wybuchła, okazało się, że ciało powołane do pilnowania spółki nie zapobiegło niczemu.

Stan sprawy. Doniesienia o Szpitalu Południowym to na razie ustalenia mediów i prowadzone „w sprawie" śledztwa prokuratury, bez postawienia zarzutów konkretnej osobie i bez wyroku; obowiązuje domniemanie niewinności. Piszemy tu o konstrukcji nadzoru nad miejską spółką, a nie o winie kogokolwiek. Szczegóły i zastrzeżenia — w tekście Pasą się kosztem NFZ — anatomia patologii.

Politycznej diagnozy dostarczyła sama sprawa. Podczas konferencji przed Radą Warszawy współprzewodniczący Razem Adrian Zandberg mówił o warszawskich instytucjach i spółkach obsadzanych „według klucza partyjnego, a nie kompetencji", a rady nadzorcze nazwał wprost:

Rady nadzorcze w samorządach powinny iść do kosza. To jest absurd. Te rady niczego nie nadzorują. Te rady to są paśniki dla facetów (…), którzy są tam tylko dlatego, że rozklejali odpowiednie plakaty w kampanii wyborczej.— Adrian Zandberg, konferencja Razem przed Radą m.st. Warszawy, 25.06.2026, media.partiarazem.pl

Retoryka to jedno, ustalenia kontrolerów drugie — i mówią to samo. Badając nadzór właścicielski nad spółkami komunalnymi, NIK oceniła go jako przeważnie pasywny: część samorządów w ogóle nie ustaliła zasad, według których miałaby swoje spółki kontrolować, a rady ograniczały się do czynności formalnych. Tam, gdzie nadzór bywał najbardziej potrzebny — przy kontraktach, inwestycjach, wynagrodzeniach zarządów — najczęściej go po prostu nie było. W szpitalu-spółce taka bierność kosztuje inaczej niż w wodociągach — zamiast zawyżonej taryfy za wodę oznacza dłuższe miejsce w kolejce i pieniądze, których zabrakło na leczenie kogoś innego.

Dlaczego forma spółki sprzyja rozmyciu odpowiedzialności

Zamiana szpitala w spółkę bywa uzasadniana dyscypliną finansową i elastycznością zarządzania. Kłopot w tym, że przy okazji rozmywa odpowiedzialność. Dyrektora zakładu publicznego wskazuje i odwołuje organ założycielski, który odpowiada za to przed wyborcami wprost. W spółce między samorząd a zarząd wchodzi rada nadzorcza — ciało formalnie niezależne, faktycznie obsadzone przez tę samą władzę, która powołała zarząd. Kiedy coś idzie źle, każdy ma na kogo wskazać: zarząd zasłania się radą, rada zarządem, a właściciel kolegialnością organów spółki — i w tym łańcuchu wzajemnych odesłań odpowiedzialność nie zatrzymuje się ostatecznie na nikim.

Do tego dochodzi pokusa, którą fotel w radzie szpitala tworzy sam z siebie. Miejsce w organie spółki medycznej to stałe wynagrodzenie i pozycja przy stole, gdzie zapadają decyzje o kontraktach i zakupach. Dla działacza z lokalnego zaplecza jest łakomym kąskiem, a dla władzy, która je przyznaje — wygodnym narzędziem lojalności. W tym układzie kompetencja w ochronie zdrowia bywa mniej istotna od tego, komu fotel zawdzięcza się politycznie.

Co proponuje Razem

Program odpowiada na to tak samo w przypadku wodociągów i szpitali, bo w obu chodzi o ten sam mechanizm — publiczny majątek obracany w łup dla zwycięskiej ekipy. Deklaracja programowa z 2025 r. formułuje postulat wprost:

Zlikwidujemy rady nadzorcze w spółkach samorządowych. Ich funkcję przejmie sprofesjonalizowany nadzór właścicielski.— Deklaracja programowa Razem (2025), rozdz. „Uczciwa polityka”, partiarazem.pl

W miejsce kolegialnego ciała z rozdania — stały, fachowy nadzór po stronie właściciela: analitycy i urzędnicy odpowiadający służbowo za finanse i wyniki spółki, których da się z tego rozliczyć imiennie. Program domyka też furtki, którymi fotele wracały bocznymi drzwiami: zakaz zasiadania samorządowców w organach spółek samorządowych i Skarbu Państwa, instytucja zawodowego radnego utrzymującego się z mandatu, a nie z posady w nadzorowanej spółce, oraz dwuletnia karencja przed wejściem do organów spółek Skarbu Państwa po zakończeniu mandatu. W szpitalu-spółce ta zmiana ma konkretne przełożenie: o pieniądzach na leczenie przestaje decydować ktoś, kogo jedyną kwalifikacją była skuteczność w kampanii.

Pełny mechanizm rad nadzorczych w spółkach samorządowych — ile kosztują, kogo się do nich powołuje i co pokazują kolejne kontrole NIK — rozkłada zaplecze uczciwej polityki: Rada nadzorcza spółki komunalnej: ile płaci się za posadę z klucza partyjnego. Uczciwe państwo bierze się właśnie stąd: z tego, że publiczny majątek — także ten, który leczy — przestaje być czymś, co rozdaje się zwycięzcom wyborów.

Źródła i dalsza lektura